Kiedy kawa sprzedaje się lepiej niż benzyna
- Hrystyna Ruzhytska
- Jan 12
- 2 min read
Norweska lekcja przyszłości dla polskich firm Jeśli chcesz poczuć zapach benzyny w stolicy Norwegii, musisz się coraz bardziej natrudzić. W mieście, w którym dziewięć na 10 nowych samochodów jest zasilanych prądem, tradycyjne stacje paliw nie tyle zbankrutowały, ile przeszły jedną z najbardziej fascynujących metamorfoz w historii biznesu. To, co obserwujemy dziś nad fiordami, to nie scenariusz science fiction, ale trailer filmu, który za chwilę zacznie się w Polsce. Zwłaszcza że w Warszawie na stole leży już ustawa, która zmieni reguły gry.
Jeszcze kilka lat temu sceptycy twierdzili, że sieć energetyczna tego nie wytrzyma, a kierowcy nie zaakceptują czekania na ładowanie. Dziś, u progu 2026 r., norweska rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Termin bensinstasjon (stacja benzynowa) oficjalnie ustępuje miejsca słowu energistasjon (stacja energetyczna), a liczby nie pozostawiają złudzeń – udział aut w pełni elektrycznych w sprzedaży nowych pojazdów w Norwegii ustabilizował się na poziomie przekraczającym 90 proc.
Krajobraz po rewolucji: stacja bez „węża”
Najlepszym dowodem tej zmiany jest to, co wydarzyło się w dzielnicy Marienlyst w Oslo. Przez 65 lat kierowcy przyjeżdżali tam po benzynę i olej napędowy. W kwietniu 2025 r. operator stacji, sieć St1, podjął radykalną decyzję. Zamiast dostawić ładowarkę z boku, wykopano z ziemi wszystkie zbiorniki na paliwo i zdemontowano dystrybutory. Dziś w tym miejscu stoi 12 ultraszybkich ładowarek. Nie ma ani kropli benzyny. To pierwsza w Norwegii sieciowa „stacja paliw bez paliwa”. Co ciekawe, ruch tam wcale nie zmalał. Zmienił się tylko klient – zamiast tankować w pośpiechu, podłącza auto i idzie po świeżą kanapkę czy kawę. Stacja przestała być „pit- -stopem”, a stała się miejskim punktem usługowym. Jeszcze bardziej imponujący przykład to otwarty w listopadzie 2025 r. gigantyczny hub Circle K w Furuset. To prawdziwe elektryczne monstrum: 28 stanowisk ładowania pod dachem, z czego część oferuje moc 400 kW.
Co to oznacza w praktyce? Moc 400 kW pozwala naładować nowoczesną ciężarówkę elektryczną (jak Volvo VNR Electric) w czasie obowiązkowej przerwy kierowcy. To właśnie Furuset pokazuje, dokąd zmierza rynek: stacje stają się hubami obsługującymi zarówno małe auta osobowe, jak i ciężki transport logistyczny, który w Norwegii właśnie zaczyna się elektryfikować na masową skalę.
Czy to koniec stacji, jakie znamy?
Nie, ale to definitywny koniec modelu biznesowego opartego wyłącznie na marży z paliwa. W Norwegii widać wyraźny podział rynku, który można streścić w dwóch punktach: małe stacje znikają. Niezależne punkty na prowincji, które żyły tylko ze sprzedaży diesla, są zamykane. Koszt modernizacji przyłącza energetycznego – często wymagający budowy nowej stacji transformatorowej, by obsłużyć szybkie ładowarki – jest dla nich zaporowy; duże stacje stają się salonami. Czas pobytu klienta na stacji wydłużył się z trzech do 25 minut. Dla handlu detalicznego to żyła złota. Norweskie stacje Circle K czy Shell (należące do St1) przypominają dziś bardziej nowoczesne kawiarnie czy bary szybkiej obsługi niż tradycyjne CPN-y. Operatorzy w raportach przyznają wprost: marża ze sprzedaży gastronomii i usług (np. myjni) jest kluczowa dla rentowności biznesu, podczas gdy prąd jest magnesem, który przyciąga klienta na te 20 minut.
Czytaj więcej w:





Comments